
Kuchnia angielska była swego czasu jedną z najlepszych na świecie. Kiedy pod flagą brytyjską znajdowały się liczne kolonie i kiedy flota morska była u swego szczytu, na stołach gospodyń domowych spotkać można było bardzo wyszukane potrawy.
II wojna światowa zachwiała potęgą Albionu i to nie tylko militarnie, ale i kulinarnie. Od tej pory gospodynie przyrządzały potrawy praktyczne – łatwe do zrobienia i zaspokajające głód na długi czas. Walory smakowe i estetyczne straciły znaczenie. Tak jest niestety do dziś.
Opisując kulinarną Anglię zacząć należy od śniadania angielskiego - choć potrawy wchodzące w jego skład nie zmieniają się nigdy, to mieszkańcy wyspy podkreślają jego kulinarne walory. Jajecznica, bekon, parówki, pomidory, grzyby i fasolka w sosie pomidorowym. Tłusto i kalorycznie. Śniadanie to jest nawet smaczne, tylko że bardzo szybko się "przejada".
W porze lunchu popularny jest fish & chips (ryba z frytkami). Każdy lokal gastronomiczny, czy będzie to malutka budka, czy duży pub, ma tę potrawę w swojej ofercie. Spróbować można.
Tradycyjnyą angielską potrawą deserem jest pudding. Ma on konsystencję stałego lub kremowego budyniu. Przyrządza się go z mąki, mleka, jaj, ryżu, kaszy mannej, mięsa, ryb, tłuszczu. Pudding ma wiele odmian: white pudding, plum pudding, Yorkshire pudding oraz Christmas pudding.
Dumą dla Anglika jest ich obiad niedzielny – Sunday roast. Daniem głównym będzie tu roast bleef czyli pieczeń wołowa polana sosem gravy. Do tego pieczone ziemniaczki, gotowane warzywa, borówki, miętowy sos (warto spróbować) oraz kalafior zapiekany z serem żółtym i sosem beszamelowym. Sprawa wygląda tu podobnie jak z niemal wszystkimi potrawami angielskimi – Sunday roast jest dobre, tylko że dla nie-Anglika monotonne smakowo.
Pyszna jest natomiast angielska herbata, a jej picie to w zasadzie rytuał. Five o'clock czyli o godzinie 17 Anglicy siadają przy podwieczorku, na który składa się właśnie herbata (podawana z mlekiem) oraz ciasteczka.